Pierwszy tom Batman and Robin z N52 wszedł bardzo gładko. Bardzo przyjemna, lekka, ale nie banalna lektura. Fabuła prosta i bez fajerwerków, za to historia skupia się przede wszystkim na relacjach między postaciami. Nie kupuję głównego villaina, wydaje mi się jedynie pretekstem do całej reszty, był jakiś pomysł na motywację, ale słabo została zarysowana, mimo sporej ilości retrospekcji. Tomasi wrzuca dużo momentów "style over substance" i dobrze mi z tym. Jak na taki jeden krótki wątek sporo znalazło się zapadających w pamięć epickich scen z one-linerami. Gleason ma bardzo czystą i czytelną kreskę. Nie brak detali, realizmu oraz dynamiki, ale też rysownik nie przesadza z fajerwerkami, dzięki czemu oko "wie" na co ma patrzeć. Chociaż momentami może przesadza z czernią zalewającą wszystko, ale to już się czepiam.
Batman and Robin N52 vol. 2 Pearl to kontynuacja lekkiej i przyjemnej lektury skupionej bardziej na relacjach między postaciami i fajnymi momentami aniżeli fabułą. W tym tomie trochę więcej głupotek superbohaterskich do zaakceptowania, ale bez dramatu. Gleason utrzymuje formę a pomaga mu Giorello, którego ołówkowe rysunki z cieniowaniem całkiem mi przypadły do gustu. Recap originu Damiana z uzupełnieniem kilku szczegółów bardzo fajny, potyczka z villainami, obwiniającymi Batmana za swój los to ciekawy pomysł, ale znowu realizacja raczej po łebkach skupiona bardziej na akcji, atak zombie podczas zaćmienia to nieskrępowany niczym absurd, który wydaje mi się ma być początkiem jakiegoś dalej rozwijanego wątku, więc ciężko teraz ocenić. Doceniam ciekawy i satysfakcjonujący element ujawniony na końcu tego tomu wieńczący pozornie nieistotne rzeczy pojawiające się między poszczególnymi wydarzeniami.
Przeczytałem trzeci tom Batmana i Robina z N52. Zawiera ciekawą historyjkę z Damianem bawiącym się w podchody ze "swoim starym", powaga ustępuje prostolinijności i udanemu humorowi. Następnie wchodzimy w okres Jokerowych wybryków eventu "Death of the Family" i robi się dużo mroczniej. Zarówno Tomasi jak i Snyder dobrze balansują, wg mnie, na granicy "edgy", więc nie wywołują efektu żenady. Wcześniej jak czytałem to w głównym runie Batmana, mimo fajnego klimatu i prowadzonej historii, zakończenie do mnie nie trafiło. Jakby takie na siłę i trochę jakby autor chciał zagrać na nosie czytelnikom. Teraz doceniam tę iterację Jokera jako prawdziwego szaleńca, udowadniającego dobitnie, że nie kieruje się rozsądkiem, tylko sobie i Batmanowi rozumianą logiką. Zwykle postać Jokera jest przedstawiana jako przebiegły ekscentryk, o powierzchowności klauna lub jako zwykły żartowniś albo, jak to wygląda w tytułach, gdzie dokonuje najbardziej znanych krzywd członkom bat-rodziny - jako morderca kierowany całkiem racjonalnymi pobudkami. Joker Snydera nie tylko ma reputację nieobliczalnego szaleńca, ale również potwierdza ten tytuł własnymi czynami i absurdalną intrygą.
Choć ten fragment tomu jest całkiem dobry, to niestety całkiem wyrwany z kontekstu i bez lektury pozostałej części pozostawia sporą dziurę (i spoiluje, o ile się nie czytało wcześniej całości).
Końcówka to mała incepcja w snach domowników posiadłości Wayne'ów. Całkiem lekkie i przyjemne, choć momentami bardzo oniryczne.
Capullo uwielbiam i Gleason również zajmuje teraz wysokie miejsce wśród cenionych przeze mnie rysowników.