czwartek, 30 grudnia 2021

#33 Punisher Max tom 9

Punisher Max tom 9 przeczytany w tempie ekspresowym. Super historia i dobrze się czyta mimo, że nie miałem styczności z poprzednimi 8. Zwykle wolę rozdmuchane wielowątkowe superbohaterskie historie "większe niż życie" i to jest pierwszy "przyziemny" komiks bez super mocy, który mnie przekonał do siebie. Zasługa przede wszystkim świetnego scenariusza. Fanem kreski nie będę, ale jest przynajmniej schludna i elegancka, więc nie psuje wrażeń z czytania.


mam konkretne zarzuty co do jego stylu, ale przynajmniej nie irytował mnie tak jak Kordey w New X-Men. kreska czytelna i schludna, więc nie przeszkadzała w odbiorze. nie będę się pastwił i rozpisywał, jak to zwykle mam w zwyczaju 😛

(...)

Największy problem mam z tym jak Dillon rysuje twarze, drastyczne sceny oraz brak dynamiki. Zaznaczę tylko, że opinia ta jest na podstawie tylko tego jednego tomu, który czytałem.

Twarze są rysowane jak przez osobę, próbująca się uczyć rysować. Artysta zwraca dużo uwagi na detale, ale już jako całość facjaty nie trzymają się "kupy", jakby ktoś na siłę łączył puzzle. Poza tym widzę sporą tendencję do rysowania twarzy na wprost lub z idealnego profilu, czyli najprostsze i najłatwiejsze do narysowania pozycje. Widok z idealnego profilu jest bardzo nienaturalny i rzadko wykorzystywany przez rysowników. Mi się kojarzy przede wszystkim z bazgrołami znudzonego ucznia z aspiracjami do bycia artysty narysowanymi z tyłu zeszyty podczas lekcji. Z twarzami mam podobny trochę problem jak u Quitely'ego - ze względu na bardzo charakterystyczny styl, niestety sporo twarzy wygląda bardzo podobnie, przez co postacie wyglądają jakby były bliższymi/dalszymi krewnymi. Przy czym u Quitely'ego całokształt bardzo mi odpowiada.

Drastyczne sceny w ogóle na mnie wrażenia nie robiły. Krew tryska w kształcie fajerwerków, ma barwę różowego wina i jakoś tak mało realistyczna, bardziej jako abstrakcyjny ozdobnik. Scena z wyłupywaniem oczu w ogóle smiechowa 😃

I ostatnia sprawa. W komiksach bardzo ważna dla mnie jest dynamika oddawana często za pomocą dodatkowo naniesionych kresek symulujących ruch czy poprzez przesadnie zniekształcone kończyny. Tutaj wszystko jest statyczne, jakby zawieszone w bezruchu, jakby ktoś robił zdjęcie nieruchomemu modelowi. Rysunki walki, mimo że to bardzo rozbudowane sekwencje z choreografią jak z najlepszego akcyjniaka, tracą niestety sporo na braku "pierdolnięcia".

Co mi się podoba z kolei to czytelność (ostatnio sporo superhero wymęczyło mnie naćkanymi detalicznymi rysunkami z pierdyliardem rzeczy na raz) oraz dobry "storyboarding". Nawet jeśli z kadru na kadr historia skacze do różnych momentów z życia Franka to wszystko jest wyłożone bardzo sprawnie i jasno. Różne kolorystyki też przy tym pomagają. Powtórzę, to co wcześniej napisałem. Nie podoba mi się styl rysunków, ale nie na tyle by negatywnie wpływało to na mój odbiór komiksu. Mam/miałem w kolekcji komiksy, które bardzo dużo traciły przez znacznie gorsze rysunki.

[Edit] eh, a miałem się nie pastwić w temacie...