czwartek, 30 grudnia 2021

#32 Green Lantern Wanted: Hal Jordan

Wczoraj jeszcze tuż przed snem udało mi się doczytać jeden z pierwszych tomów runu Green Lantern Geoffa Johnsa. Wanted: Hal Jordan.

Dotychczas miałem wrażenie, że wcześniejsze historie mają tendencję do lepszego odbioru (przeze mnie) niż te późniejsze pełne kosmicznych kryzysów (choć też dobre, ale z innych względów). Wolę te bardziej przyziemne (przez to mniej abstrakcyjne pod kątem miejsc akcji) historie w bardziej kameralnym zbiorze bohaterów.

Hal "zmaga się" z własny fakapem, bo dupek zakozaczył i do militarnej akcji pofrunął bez pierścienia, bo co to nie on (klasyczny Hal-kozak) i przez to nie był w stanie przeciwdziałać, kiedy został wraz z przyjaciółmi wzięty jako jeniec. Oczywiście udaje im się uwolnić, ale po długim czasie udręki i kosztem zdrowia i psychiki. Potem zamienia się to w małą akcję ratowniczą przyprawioną zemstą. Sytuację komplikują konflikt międzynarodowy i kosmiczni łowcy chcący zgarnąć nagrodę za głowę Hala. Emocjonalny dramat wewnętrzny Hala nie do końca kupuję i raczej traktuję jako pretekst do przedstawiania kolejnych postaci okołolatarnianych. Rysunki - Reis, więc wiadomo, że mi się podobają - jak większość runu.

Druga połowa komiksu to denna wydmuszka mająca wprowadzać Zamaranki (dobrze odmieniam to po polsku? proszę poprawcie mnie) jako różowy korpus, a gdzieś tam w tle pojawia się pseudo-trójkąt miłosny Hala z jego starą dziewczyną i nową. Kwestia miłości jest potraktowana tu bardzo infantylnie, raczej humorystycznie, ale taki rodzaj humoru, który do mnie nie trafia, kilka małych brechów pod nosem, jak przy scrollowaniu memów, nic wyszukanego. Rysunkowo - jakieś malunki naciapane, trochę ładnie, ale słabo rozplanowane są przejścia między kadrami a momentami jest zbyt ciemno i się zlewa w kupę. Nie moja bajka.

Póki co najsłabiej oceniam na tle reszty runu (a jeszcze sporo przede mną).