czwartek, 30 grudnia 2021

#5 Superman American Alien

Komiks z Supermanem w tytule, ale w sumie bez Supermana. American Alien doczytałem w drodze powrotnej do domu w pociągu. Opowiada o kilku sytuacjach tego bohatera z różnych okresów jego życia jeszcze zanim zyskał popularność jako Superman. Każda historia ma własny charakter, klimat, nawet rysownika. W teorii taki misz-masz nie powinien działać. A jednak dobrze mi się to czytało. Podoba mi się z jaką lekkością są pisane dialogi, nawet pomimo że na chwilę stają się bardziej ciężkie, kiedy Lex zaczyna swoje monologi złowieszcze (też dobrze napisane i nie przeszkadzają mi małosubtelne nawiązania do historii komiksów z Supkiem). Dawno nie czytałem tak ludzkiego i sympatycznego Supermana, który popełnia ludzkie błędy, do których ciężko mu się przyznać, a jest przy tym naiwny i uparty - czyli zachowuje jakiś tam rdzeń znanego charakteru, ale nie jest tylko papierową wycinanką, jak to często z nim bywa. Trochę końcówka skręca o 180 stopni i kieruje zakończenie w stronę napierdalanki podczas konfliktu powstałego na chybcika. Choć tu rozwiązanie nawet pasuje ze względu na dobranego villaina. A i konflikt nie jest najważniejszy.

Rysunkowo, to to jest jak zestaw w restauracji z próbkami z wielu różnych dań. Pełno różnych smaków, można sobie porównać co lepiej leży co nie. Restauracja ta jest bardzo dobra. I większość tych próbek smakuje. Jedynie Case jakoś tak wypada swoimi rysunkami utylitarnie, a Jock jest ok jak na niego, ale w momencie walki robi się kupa i gówno widać. Ale to tylko kilka kadrów i całość odbieram bardzo pozytywnie. Chciałbym wyróżnić Dillona, który tym razem przypadł mi do gustu, ale tutaj narysował ledwo jedną stronę mini-historii, oraz Jae Lee, do którego stylu mógłbym przyczepić się w podobny sposób jak zwykle czepiam się Jocka (ubogie tła, nadmierne uproszczenia, niedopracowana szkicówka), ale w jego wypadku bardzo podoba mi się stylizacja, spektakularność poszczególnych kadrów i nietuzinkowy layout.

Fajnie Max Landis potraktował kwestię już wielokrotnie analizowaną przez fanów i malkontentów: okulary jako przebranie. Okulary tutaj nie są najistotniejszym elementem "przebrania", tylko dodatkiem, a kiedy Clark Kent na chwilę je ściąga w cywilu, słyszy uwagi w stylu "jesteś podobny do tego gościa co lata w pelerynie". I tyle. Ja to kupuję.