Prawie zapomniałbym o tomie JLA, dziejącym się tuż przed Infinite Crisis. Dużo przyjemniejsza lektura niż dwa poprzednie tie-in'y. Nie przekonał mnie tylko ostateczny wybór jednej z postaci. Wątpliwości co do słuszności podjętych działań były ciekawie przestawione i zastanawiałem się jak liga wybrnie z impasu. Miałem nadzieję na jakieś ciekawe rozwiązanie, tymczasem kryzys sumienia kończy się pogodzeniem z tym, że żadne rozwiązanie nie jest idealne. W tym komiksie dużo bardziej docenia się tytaniczną pracę nad łączeniem wątków z wieloletniego dziedzictwa uniwersum DC, poddaje się w wątpliwość sprawiedliwą nieomylność superbohaterów i zadaje pytania dotyczące wydarzeń sprzed wielu lat. Dla kontrastu w Justice Alexa Rossa, komiksie będącym listem miłosnym do klasycznych komiksów superbohaterskich, takie pytania się nie pojawiają i naruszenie ludzkiej tożsamości jest jednokadrowym odruchem niewartym głębszej refleksji. Fajnie jak suberbohaterszczyzna daje coś więcej niż naparzankę i absurdalnie zawiłe wątki.