Dobiłem do ślubu Batmana z Catwoman. To znacznie grubszy tom od pozostałych, bo oprócz regularnej serii zawiera również kilka zeszytów tie-in. King odlatuje ze swoimi historiami. Prezent - nie wiem dla kogo to jest historia, broniłaby się w zupełnym odcięciu od uniwersum DC, nie wiedząc jakie charaktery mają postacie w niej przedstawione. Jednocześnie zawiera mnóstwo smaczków dla tych co to uniwersum mają w małym paluszku. Uważam, że King dobrze zna ten materiał, więc zniekształcenie przez niego postaci Booster Golda musiało być celowe, z premedytacją. Dopiero co ta postać przeżywała swój "renesans" we wcześniejszych tytułach, w dużej mierze dzięki Johnsowi i jak dla mnie to jest taki rodzynek wśród bohaterów DC. King zrobił z niego straumatyzowanego szaleńca nieświadomego co się wokół niego dzieje i bagatelizujalącego konsekwencje swoich czynów. O infantylnym gównianym humorze nie wspomnę. Dawno mnie nic tak nie zażenowało. Dalszą część tomu dużo lepsza. Tie-iny Tima Seeleya bardzo wyróżniają się na tle reszty (bo w końcu dialogi są bardziej naturalne, a na pewno bardziej tradycyjne). Bardzo efektywnie żongluje motywami szczędząc czytelnikowi niepotrzebnej ekspozycji, tak że i bez kontekstu łatwo łapać w czym rzecz. Poza tym wyczułem sporo inspiracji Morrisonem (raz mniej, raz bardziej oczywistej), co mi rzecz jasna przypasowalo. King wraca do formy w świetnej konfrontacji z Jokerem w gotyckiej katedrze, która zamienia się w pogadankę najlepszych psiapsiół między Jokerem i Catwoman. Zakończenie z dupy jak zawsze, ale to podróż jest istotna. Końcówka albumu choć zaczęła się obiecująco, szybko zmęczyła. Fajny pomysł użyczenia stronic gościnnym rysownikom. Niestety prace "starej gwardii" (poza niezastąpionym Jimem Lee, który zawsze daje z siebie 100% jak nie więcej) psują efekt, bo wyraźnie się nie postarała. Ponadto nie pomaga fakt, że King znowu popadł w swoje bełkotliwe tyrady o niczym. Że niby o oczach. Znowu symetria. Znowu ckliwe grafomaństwo. Doceniłbym, ale musiałoby zajmować frakcję tego. Nad zakończeniem nie będę się za bardzo znęcał, kupiłbym to. Naprawdę. Gdyby tylko na siłę nie wciskać w to Bane'a... Jak mam uwierzyć, że on to wszystko sfingował? Jak trzeba być frajersko naiwnym, by uznać, że to wszystko pasuje. Bardziej naciąganej historii nie czytałem.