eh, jestem w trakcie czytania 11 tomu Batmana Kinga... ten spreadpage to ukoronowanie problemów całej serii... nie zaprzątajcie sobie głowy próbą odczytania tego co złapałem słabym aparatem. generalnie King sobie podsumowuje tutaj 10 poprzednich tomów monologiem łączącym wszystkie poruszane wątki w jeden genialny plan, który to Batman oczywiście rozszyfrował OD SAMEGO POCZĄTKU. i jednocześnie sam sobie zaprzecza tutaj, doceniając "mądrość" Bane'a, mimo że kilka stron temu wyzywał go od ograniczonych umysłowo. jednocześnie jest to przejaw najgorszego rodzaju ekspozycji, jakiej mnóstwo w tej serii. pełno małych prostokatów wypełnionych tekstem, nie poruszających fabuły do przodu i duży rozciągający się na dwie strony rysunek, w którym nic się k***a nie dzieje. poza tym, tak bucowatego, aroganckiego i gniewnego niczym niewyżyty nastolatek Batmana nigdy nie czytałem i nie podoba mi się
dotychczas próbowałem na chłodno opisywać wrażenia i szukać jednak jakichś pozytywów, ale w tym momencie jestem po prostu wkur****y na Kinga, który jest leniwy i ma czytelników za idiotów. nie dziwię się, że ta seria, mimo że nie jest najgorszym gównem, jest tak nielubiana
jeszcze tylko sprostuję, na następnych stronach jest jeszcze więcej ekspozycyjnej tyrady... i jednak to nie tyrada Batmana, tylko... no właśnie. kogoś innego. nie mniej jednak wcale ta rewelacja mi tego nie osładza, eh...
| to są fragmenty tego samego monologu, który zaczął się od tych stron z mojego pierwszego komentarza... ładnie ilustruje z czym czytelnik ma do czynienia... |
ktoś poczuł potrzebę wyjaśniania dotychczasowych wątków wprost, podając na talerzu jednocześnie wmawiając czytelnikowi jak to kurde misternie pięknie jest uknute i zaplanowane... za pomocą ekspozycji. żeby nie było miejsc na wątpliwości, jakby ktoś źle odczytał poprzednie 10 tomów i nie zrozumiał, nie wyłapał drobnych niuansów i jakby mu po prostu to wszystko się nie kleiło do kupy. bo czytelnik to idiota. jeśli czegoś nie rozumie to pisze, że jest głupie i bez sensu. no to tutaj scenarzysta sam wyjaśnia, niby słowami Thomasa, jak powinno się interpretować jego dzieło. rysownik nie wie co do tego narysować? a tam! niech palnie kilka ładnych podwójnych rozkładówek z czymkolwiek, niech będzie że z jakimiś motywami z poprzednich tomów...
(...)
11 tom runu Kinga o Batmanie za mną. Tym razem dzieliłem się na bieżąco swoją frustracją z lektury. W dupie już mam, że pojawiają się w kółko powtarzane te same teksty kopiuj-wklej. Po pierwszym czytaniu zlałem powtórki i już nie czytałem ponownie: piosenka śpiewana przez Thomasa, pełna treść bajki, którą już nas wcześniej uraczono... 5 częściowa historia, w której wartościowa jest w zasadzie jedna rozmowa między Thomasem i Brucem, reszta spokojnie mogła być odcięta na etapie readkcji. Resztą albumu nie powiązana z resztą. Ciekawa historia z Ridlerem, starająca zrobić coś wiecej, nic specjalnego, łamigłówka raczej banalna, ale doceniam. Krwawy eksperyment Hugo Strange'a przypomina nam o obecności tej postaci. Ciekawa kreska, trochę przemocy. Przeczytane, zapomniane. Joker pokonujący się sam gadżetami podczas próby rozebrania pochwyconego Batmana - trochę zabawny pomysł na filler, dobrze że nie rozdmuchany do głównego wątku, ale też nic specjalnego. I dowiadujemy się czego boi się Bane. Przewidywalne i do niczego nie prowadzi. Rysunkowo w albumie jest ok. Janin już nas przyzwyczaił do świetnych rysunków, za to Fornes serwuje kreskę nawiązującą do Year One (za czym średnio przepadam, ale rozumiem, że dla wielu może być plusem).