czytam 12 tom i początek jest intrygujący i interesujący, clayman świetnie do tego rysuje. mam nadzieję, że King nie popadnie w smęty i cholerne powtórki, to może nawet z przyjemnością sobie doczytał ten run.
(...)
Finisz! Ostatni tom podobał mi się. Wiem, że kontrowersja co do losu jednej z postaci jest szczególnie nielubiana wśród fanów Batmana. Możliwe, że dałem radę to przełknąć, bo już długo znałem ten wątek i zdążyłem się "pogodzić". Poza tym, uważam, że King dobrze oddał wagę tego wątku i oddał mu sprawiedliwość. Bałem się, że to będzie szybki i nieznaczący dla całości zabieg dla samej kontrowersji, jak to już bywało w poprzednich tomach... Nadal nie trafia do mnie logika, którą kierował się główny villain - jakiś pomysł tu jest, ale ostatecznie, by wyciągnąć z tego jakiś sens, potrzebne były bardzo grube nici. Czytałem świetne komiksy z dużo gorzej napisanymi przeciwnikami i poza tym King zdążył mnie przyzwyczaić do tego, że nie ma co się napalać na długo budowane twisty i za bardzo analizować. Trzeba to potraktować jako czystą, prostą rozrywkę a nie ambitne, rozbudowane dramaty z głębią... I z takim podejściem, wbrew usilnym próbom udowodnienia przez autora, że jest inaczej, skończyłem czytać ten run na pozytywnej nocie. Mało tego, po tym jak już zakończyłem główny wątek, ostatnia historia umiliła mi zamknięcie tego albumu, bo choć prosta i nieco przydługa na przyjętą formę, fajnie podsumowuje istotę Batmana - pokazuje efektywnie z jakimi absurdalnymi przeciwnościami musi się ten bohater borykać każdego dnia. Rysunkowo Miasto Bane'a momentami stoi na bardzo wysokim poziomie, szczególnie Clayman jest niesamowity. Nawet przekonałem się do Fornesa i jego bardziej uproszczonej kreski. JR JR to nie moja bajka, brak dynamiki, postacie bajkowo-groteskowe, bardzo dużo uproszczeń i skrótów w pośpiechu.
Kończę swoją przygodę z tym runem i oceniam go ostatecznie jako "nie taki diabeł straszny jak go malują"... Kilka pozytywnych zaskoczeń, są tu przyjemne elementy, do których będę porównywał komiksy następne w kolejce do lektury. Bardzo dużo czasu uważam za czyste marnotrawstwo, za dużo krążenia wokół tego samego, bez popychania fabuły do przodu, za to z ogromem grafomańskiego ego i usilne wciskanie "rewolucyjnych" środków stylistycznych będących porażką od konceptu do wykonania. Stanowczo za dużo tych tomów. 13 tomów (ostatni jest podwójny) plus poboczniaki to gruba przesada - spokojnie te wątki mogłyby się zmieści w 6-8 tomach przy wycięciu tych bezczelnych recapów, dłużyzn, przypowieści typu ctrl+c ctrl+v, ogromnych spreadpagów na każdym kroku, przedstawiania się i łamania cholernego kręgosłupa.