Kolejny jednostrzał, który jednak zostanie chyba w mojej kolekcji (w odróżnieniu od wczorajszych jednostrzałówek). Avengers vs X-Men poprzedza The Red Shadow i zawiera to, co było najbardziej intrygujące w tym drugim tytule. Świetnie się to czyta, typowe głupotki są do zaakceptowania, bo podane są wyśmienicie. Nawet jeżeli końcówka bardzo naiwna (i wywołująca zapytanie: czemu do razu nie zastosowano tego "przepisu" na pokonanie Phoenix zamiast męczyć się i tracąc tyle ludzi po drodze...?) to reakcje postaci i zmiany w nich zachodzące sprawiły, że jest to bardzo satysfakcjonującą lektura. Kurde, chociaż Scott podobnie się tu zachowuje w trakcie historii jak w 1 tomie Uncanny Avengers, odniosłem wrażenie jakby w UA cofnął się i był tym samym bucem z początku AvX... To kolejny przytyk do miałkiej historii z wczoraj... Szkoda, bo zmiana w tym bohaterze mogła być ciekawie pociągnięta. Podsumowując, to będzie nieliczny z tomów marvelowskich, jakie zachowam w kolekcji. Dzięki niezależnej strukturze opowieści nie potrzebuję góry komiksów, by cieszyć się tą historią.