I znowu X-meni, i znowu pojedynczy tom. House of M często pojawia się na listach "co przeczytać przed X" (X=dowolny tytuł o mutantach z ostatnich kilkunastu lat). Do tematu podszedłem z dystansem, bo Bendis. Historia, choć ciekawie się zaczęła, na dalszym etapie jest coraz bardziej absurdalna i cierpi na sporą ilość fabularnych "skrótowców", w tym niesławną "deus ex machinę". Najlepsze dla mnie momenty to oddanie dramatów poszczególnych postaci i, szczerze mówiąc, nie jestem pewien czyja to bardziej zasługa: scenarzysty czy rysownika. Rysunkowo też całkiem fajnie. Czasami gubiłem się jaki panel mam czytać, czasami dymki były zbyt chaotyczne i można było je czytać w dowolnej kolejności, ale co wyróżnia się na plus to miejscami sporo fajnej gry dużymi czarnymi przestrzeniami i sporo "sekwencjonowania" scen. W kolekcji zostaje, bo może będę kiedyś uzupełniał innymi X-tytułami.
(...)
sporo jest głosów, że to najlepszy komiks o Scarlet Witch. nie znam wiele komiksów o niej, ale w tym tak naprawdę nie ma jej za wiele. za to pragnę zwrócić uwagę jak świetnie przestawiony jest Magneto, taki wiecie, z ludzkimi uczuciami...