Superman tom 2 Próby Superboya to lekka, łatwa i przyjemna lektura. Sporo dynamiki między postaciami, już nie tylko ograniczającej się do państwa Smith i ich syna, bo pokazuje m.in. pierwsze spotkanie z Damianem (który swoją drogą nieźle popisuje się hipokryzją - zarzuca Jonowi jaki jest niebezpieczny i karci za przypadkowe uśmiercenie dwóch zwierzaków, kiedy jego początki wiązały się że śmiercią wielu ludzi, w tym dekapitacją z zimną krwią... ja wiem, że nie taka intencja była, ale możnaby to odczytać jako hipokryzję tzw. "zielonych". Ja jedynie odczułem wewnętrzna sprzeczność i brak refleksji ze strony syna Batmana). Tomik czyta się szybko i nie dłuży się, bo zawiera kilka krótkich i wartkich historyjek, bez typowych wieloczęściowych rozwlekłych wątków. Mam nadzieję, że "tajemniczo" urwany wątek nawiązujący do Nowej Granicy Cooka będzie gdzieś pociągnięty dalej w runie (a nie jest elementem jakiegoś większego eventu, którego musiałbym kupić komiksy z innych serii...) bo inaczej całe to bieganie za artefaktami skończy się antyklimatycznie. Gleason, Mahnke i Jimenez robią dobrą robotę z rysunkami, kolory też są świetne (Kalisz dalej na tle pozostałych kolorystów trochę płasko wypada, ale albo ja się zacząłem przyzwyczajać, albo trochę lepiej już to wygląda niż w poprzednim tomie). Oby przyszłe tomy też się tak lekko czytało - krótkie wątki dobrze sprzyjają dynamicznym relacjom między postaciami, a skoro fabuła i tak jest pretekstowa to mniej wtedy męczy ("pretekstowa" - nadużywam tego określenia, wiem, ale co ja mogę, że najlepiej oddaje to jak odbieram ostatnio czytane fabuły).
Coś szybko pyknie ten run, tak czuję.