czwartek, 30 grudnia 2021

#18 Superman Odrodzenie tom 7 Bizarrowersum

 Ostatni 7 tom Supermana Tomasiego i Gleasona już za mną.

Pierwsza krótka historia to w zasadzie mini-nowelka: monolog Supermana, którego scenarzysta pod pretekstem intrygi Vandala Savage'a wrzuca w wir przeżywania minionych przygód z całej historii komiksów z tym bohaterem, upstrzony całostronicowymi rysunkami. To raczej zapychacz z eastereggami, szybko przetrawiony.

Następna historia to jakich chaos fabularny z lustrzanymi odbiciami świata DC jako Bizarrowersum. Dużo naparzania, nawiązań na zasadzie kontrastu i słabych żartów. Sporo fajnych przemyślanych designów postaci karykatur znanych postaci. Bardzo niestety utrudniają odbiór zarówno malutkie kadry wypełnione drobnymi postaciami (PTSD po Infinite Crisis się odezwało) jak i bardzo wybiórczo traktowany zabieg dialogów wspak. I się gubiłem w tych raz podwójnych, raz pojedynczych zaprzeczeniach, czasami coś było odwracane, kiedy indziej nie i wprawiało mnie w konsternację, bo już nie wiedziałem jak to czytać. Sporo trudu jak na tak prostą fabułkę. Swoją drogą brakuje mi jakiegoś kontekstu, bo jeszcze pod koniec N52 Bizarro był wynikiem eksperymentów i nie posiadał własnej planety... Najbardziej z tego wątku doceniam onomatopeje. Serio, beka z nich.

Pożegnanie wątków Hamilton i wyprowadzka to dobrze poprowadzony wątek, przypominający o lepszych stronach scenarzysty. Prosta, nie siląca się na nie wiadomo co, ale urocza historyjka o pożegnaniu i sentymentach.

I na sam koniec, na ostudzenie moich frustracji związanych z urwanymi wątkami, wracamy na wyspę dinozaurów ratować kapitana Storma. Historia zamyka to co było w 2 i 4 tomie i w sumie tyle. W sumie nie wiem po co tyle na to czekaliśmy, bo równie dobrze kapitan mógł wrócić już w 2 tomie. A do tego dorzucono nam zombie-hybrydy. Nie wiem skąd i po co. Może w jakimś innym komiksie coś na ten temat jest, ale nie chce mi się szukać.

Szczerze mówiąc, spodziewałem się po tym runie trochę więcej. Są w nim fajne elementy, doceniam wątki prowadzone z lekkością i niewymuszonym humorem, z czym dotychczas Tomasiego kojarzyłem, ale nie podobały mi się usilne retconowanie retconów i grzebanie w kontinuum. Nie można było już tego zostawić w Action Comics? Nie podoba mi się też moralizatorstwo, zupełnie nieumiejętnie autor stara się przekazać jakieś wartości, i nawet jeżeli intencje były jak najbardziej altruistyczne, efekt oceniam miernie.

A z kolei Superman Odrodzenie to strata czasu, którego jedyny efekt na główną serię ma retcon świeżo ustalonego statusu quo: państwo Smith na powrót są państwem Kent. Czyli kosmetyka.

Z całego runu największą wartość ma wprowadzenie postaci Jona, która niewątpliwie jest fajnym dodatkiem do mitologi Supermana.

Następne w kolejności będą komiksy około zegarowo-zagładowe oraz Super Sons.




(...)

Żeby nie było: ja wiem, że spora część moich zarzutów do serii dotyczy zabiegów pewnie narzuconych scenarzyście przez redakcję, nie winię go za wszystko, nie mniej jednak mam prawo oceniać serię również przez pryzmat wszystkich części składowych, również wynikających z powyższych bubli.