czwartek, 30 grudnia 2021

#38 Flashpoint

No i Flashpoint za mną. Szybko się czyta, choć sporo się dzieje a strony są naćkane drobnymi detalicznymi kadrami i dużą ilością dialogów z ekspozycją. Ale nie na tyle nachalną, by boleć - wymaga tego jednak rodzaj historii, która jest jednym wielkim "what if..." i stara się przestawić alternatywę dla sporej części uniwersum DC. Jednocześnie bardzo wiele motywów jest tu jedynie napomknięte i zostawione rozpalonej do czerwoności wyobraźni, co powinno być rozwinięte w tie-in'ach (ich lekturę sobie zostawię na później, czekają na półce w kolejce). Historia prosta i bezczelnie świadoma głupotek superbohaterskich, które zgrabnie przez Johnsa są przeinaczone na epicko-poetyckie kokodżambo. Mi to pasuje. Wolę takie rozwiązania, wymagające nieco wysiłku i kreatywności a do tego nie będące dosłownym tłumaczeniem podanym dla odbiorcy niż usilne przerabianie superbohterszczyzny na przyziemną nudę, gdzie wszystko musi być dosłowne. Kubert oczywiście jest świetnym i efektownym rzemieślnikiem w swoim fachu. Podoba mi się duża ilość kadrów, bez skrótów i nie przesadzanie z ilością spread-page'y (zmęczyły mnie już trochę w runie Green Lantern również Johnsa). Nie ma co polecać, bo tytuł szeroko znany, ale dla malkontentów nie lubiących dużych eventów ze względu na rozdmuchane historie po wielu tytułach, polecam ten tom, bo to jest naprawdę elegancko skrojona historyjka bez typowego bagażu redakcyjnego.