Znalazłem też czas nadrobić innego klasyka: Śmierć w Rodzinie. Jako, że nie trawię ramotek i szybko przy nich zasypiam bałem sie, że ciężko będzie przez to przebrnąć. Ponadto znałem już wcześniej o czym jest treść tego komiksu i miałem wrażenie, że to bardziej jakiś zabieg wydawniczy udzielający czytelnikom wpływu na historię, w której chodzi tak naprawdę o jedną wstrząsającą scenę i cała reszta fabuły będzie wokół tego zbudowana w sposób pretekstowy.
Na szczęście tak źle nie było. Całkiem szybko łyknąłem i nawet momentami dobrze się bawiłem. Ale narracja jest infantylnie naiwna i kolejne wątki są sklejane na ślinę. Bardzo dużo tutaj nieprawdopodobnych przypadków. I niestety mam dysonans ze względu na dwa skrajne oblicza tej historii: raz jest głupiutka i dziecinna, by za chwilę stać się mroczna i sadystyczna.
Bardzo podoba mi się klasyczny design Batmana, kwestia zakorzenionego w popkulturze imidżu, doceniam dobre proporcje i detale rysunków. Nie podoba mi się facjata kreskówkowego Jokera i generalna sztywność rysowanych postaci. Okładki Mignoli to cudo.
Dodatkowa historia w tomie, opowiadająca o pierwszym razie, kiedy Jason ubrał kostium Robina jest spoko pod względem archeologii, ale jednocześnie jest wycinkiem większej całości i ciężko ją docenić ze względu na dużą ilość dziurawych wątków.