Ciekawy spin-off runu Batmana Morrisona. Szkot dokonał reinkarnacji brytyjskiego knock-off'a Batmana i wraz z resztą zgrai przywróconych/wyobrażonych na nowo postaci zostawił sporo materiału do rozwijania przez innych autorów. Brytyjczyk Paul Cornell przedstawia niezależne już od gothamskiego bohatera własne przygody dynamicznego duetu jakim są "Knight and Squire".
Komiks kipi od nawiązań zarówno do kampowych komiksów lat 60 jak i kultury z Wysp. Ta komediowa seria z mrocznymi (i niespodziewanymi twistami) zmieściła na stronach zaledwie 6 zeszytów ponad 130 nowych postaci. Niektóre lepiej przedstawione, inne stanowią tylko "cameo", większość to jeden wielki żart. Ale nie bynajmniej z czytelnika. Czytelnik śmieje się wraz z autorami. Oczywiście, jeśli przebije się przez bardzo wymagający język. To nie jest angielski, jaki nas się uczy w szkołach, ani angielski znany z Hollywood czy YouTube'a. Ja momentami poddawałem się już z tłumaczeniem sobie wszystkich zawiłości języka nie z literatury, tylko z angielskiej ulicy czy pubu. No, z literatury trochę też 😉 Po każdym zeszycie autor uracza nas notą wyjaśniającą te bardziej trudne do rozszyfrowania nawiązania kulturowe, bardzo miło z jego strony. Bez tego, większości na pewno bym nie zrozumiał, z angielską kulturą styczność miałem wybiórczą (Monty Python, Mr Bean, itp.). Fabularnie ssie. To jedna wielka świadoma parodia/pastisz. I podoba mi się. Pierwsze zeszyty czytałem z większym trudem, ale końcówka jest bardzo satysfakcjonująca.
Rysunki Jimmy'ego Broxton'a nie są nadmiernie przepracowane, ale wykonane schludnie i bez baboli. Należy się uznanie za czytelne i ładne prowadzenie historii. Jedno, co mógłbym się przyczepić, to sceny akcji są trochę roztrzepane i brakuje tu płynnych powiązań między jednym a drugim kadrem. Ale nie szukałem w tym komiksie ekscytujących scen walki, więc oczekiwań żadnych nie zawiódł.
Taka ciekawostka dla miłośników humoru angielskiego. Fani Batmana i osoby słabsze w języku, mogą spokojnie odpuścić. Z głównego DC rozpoznałem tylko ze 3 postaci, nie licząc tytułowych bohaterów. Dla maniaków Morrisona poleciłbym, by sobie sprawdzić czy cokolwiek z jego prób wzbogacenia uniwersum Batmana autorskimi pomysłami zostało jakkolwiek kontynuowane przez innych autorów.