czwartek, 30 grudnia 2021

#87 Blackest Night Green Lantern Corps

Przeczytałem zeszyty Blackest Night tym razem pochodzące z serii Green Lantern Corps. Scenariusz Tomasi, rysunki Gleason. Drużyna, której pierwsze tomy Batman and Robin bardzo mi się podobały, ale z kolei Superman z Rebirth, mimo wielu świetnych momentów, cierpiał na burdel związany z kontinuum. Lubię Gleasona, tutaj jego rysunki tuszują 3-4 osoby i widać różnicę w jakości. Czasami rysunki są zmasakrowane a i tak, tam gdzie są dobrze dopracowane, całość cierpi na jakiś taki chaos wizualny i dostawałem sporego oczopląsu. Nadal najbardziej cenię go za B&R i jakoś nie mogę dorwać czegoś na podobnym poziomie. Chyba po prostu muszę doczytać tamtą serię i podjąć wysiłek zdobycia pozostałych tomów.

Fabularnie jest spoko, to taki rollercoaster napierdalańska z kolejnymi falami przeciwności, na które trzeba zadziałać sposobem i nigdy nie ma pełnego sukcesu i tak scenarzysta miota bohaterów od kryzysu do zażegnania do kolejnego.

Dużo jest guilt-tripów poszczególnych bohaterów ze śmiercią bliskich ze starych i nowych komiksów i to jest dobra emocjonalna podróż dla ludzi, którzy latami czytają latarników - ja sporo rzeczy wyłapałem i kojarzyłem, ale i tak nie mam na koncie przeczytanych wszystkich komiksów, do których ten tom nawiązuje, więc mogę się tylko domyślać jak wiele mogą z niego czerpać weterani. Zupełnie nomen omen zieloni czytelnicy mogą się odbić, ale nie trzeba być historykiem, by się cieszyć z tego komiksu. Poza tym wypełnia parę luk jakie miałem podczas czytania pozostałych pozycji około-blackest-nightowych.

Jest parę rzeczy, których chciałbym się przyczepić, ale rozumiem, że to po prostu służy kreowaniu zajebistosci poszczególnych superbohaterskich akcji i niekoniecznie musi być logicznie czy fabularnie spójne. Np. akcja z Mogo, choć spektakularna, strasznie krzyczy "Deus ex machina" i metoda, jaką stosuje, by się pozbyć przeciwników zmienia swoje zasady bez wytłumaczenia ze strony na stronę. Zaczynam też zauważać wybiórczość z jaką działają niektóre pierścienie. Np. czerwony złoczyńców wzmacnia i mają kontrolę nad tym co robią (Atrocitus) a ci "dobrzy" zamieniają się raz w oszalałe maszyny do zabijania (Guy) albo po prostu w bardziej gniewne wersję siebie (Mera)...

Ale i tak jestem pod wrażeniem jak długo ten event utrzymuje się na wyżynach ekscytacji i dostarcza dobrej efekciarskiej rozrywki.

A jeszcze kilka tomów mi zostało do przeczytania 😛