4 tom The Authority: Narodziny kontynuuje wątek, na którym zakończył się poprzedni tom (ale obie historie nie cierpią z powodu jakichś braków ciągłości fabularnej, gdyby ktoś miał czytać serię fragmentami). Po trzech tomach konsekwentnie pisanych i rysowanych przez stały skład autorów, tj. Ellisa i Hitcha, w czwartym pałeczkę przejmują Millar i Quitely. Obaj panowie są specyficzni na swój sposób. Scenarzysta dodaje nutkę "edgy" i ironii do historii a rysownik brutalnie rozprawia się z postaciami, które pojawiają się, by zginąć. Tym razem Authority walczy o pieczę nad nadzwyczajnym dzieckiem, od którego zależą losy świata. A walczą z typowym złolem któremu uroił się własny plan na zbawienie świata. Autorzy wykorzystują parodystycznie obraz postaci z typowych komiksów super-hero, przede wszystkim z avengersów. Millar serwuje nieszablonowe rozwiązanie konfliktu i za to go szanuję. Pokazuje, że nie trzeba każdego komiksu bohaterskiego kończyć tak samo i wyrachowana kalkulacja może brać górę nad romantycznym idealizmem.