Uff, kolejny komiks dokończony w ten weekend! Czytam kilka rzeczy na raz, w zależności od sytuacji i humoru. Tym razem zamknąłem za sobą rozdział pt. Batman Metal ostatnim 3 tomem - Mroczny Wszechświat.
Bałem się tego. Bałem, że się poirytuję i znajdę potwierdzenie powszechnej opinii, że to zagmatwany kuriozalny crap. Miło się zaskoczyłem. Końcówka, co prawda już tradycyjnie w przypadku Snydera, odstaje od całej reszty i jest raczej słaba. Epilog brzmi bardziej jak zapowiedź wydawnicza, naćkana jeszcze nic nie znaczącymi dla fabuły hasłami, które rozpoznaję, bo znam tytuły następnych w chronologii komiksów... Ale komiks to nie tylko te kilka słabych stron na końcu. Reszta trzyma naprawdę solidny poziom, oczywiście jeżeli podejdzie się do tego tytułu z odpowiednim nastawieniem.
W odróżnieniu od większości kryzysów i innych wielkich eventów, Dark Nights Metal nie stanowi jedynie komercyjnego chwytu, byleby sprzedać jak najwięcej tytułów wielu serii. Owszem, z ekonomicznego punktu widzenia, ten element nadal jest tu obecny, choć większość tie-in'ów z tego tomu całkiem mnie ubawiła. Czy były konieczne dla zapoznania się z "wielkim planem" głównego prowodyra? No nie, ale też nie widzę w tym jakiejś szkody dla pobocznych serii, innych autorów, ani też dla czytelnika. Większość tie-in'ów jest zupełnie opcjonalna, a jedyne co konieczne jest do przeczytania to "samodzielne" one-shoty i główna seria. To dla antykomercyjnych marud.
Niektórzy mogliby się także czuć zwiedzeni okładkami, z których większości wycieka klimat heavymetalowy i budzą niesamowite, inspirujące motywy. W większości jednak stanowią ładne opakowanie i niewiele mają wspólnego z zawartością. Historia, choć zwariowana i skacze po wielu konceptach, musiałaby być jeszcze bardziej rozbudowana, by te wszystkie "okładkowe obiecanki" spełnić. W moim odczuciu okładki stanowią estetyczne wyżycie się twórców w ukierunkowanej stylistyce - mi to odpowiada i nie przeszkadza.
Snyder też wcześniej był znany z historii łatwych do przyswojenia dla świeżych czytelników. W miarę nabierania renomy i większej swobody w pisaniu, zaczął sobie pozwalać na bardziej wymagające motywy nawiązujące do historii komiksu bohaterskiego, żonglowania nimi i przeinaczania. I Dark Nights Metal ma to w sobie wszystko, i nie zawsze służy to historii, tylko zabawie autora (która ciebie drogi czytelniku niekoniecznie musi bawić). Sporo rzeczy ginie w infantylnym bełkocie łączącym znane zasady działania Multiwersum z nowymi zasadami, które Snyder wplata a nawet bombarduje nimi byle dociągnąć jakiś motyw 😃 I jest tego dużo. I można się od tego odbić, rozumiem. Dla mnie jednak stanowi to piaskownicę autora, który kocha swoich bohaterów i uwielbia tworzyć nowe rzeczy i dba i głaszcze po dziedzictwie pozostawionym przez wcześniejszych autorów. I widać tu artystyczną rękę Capulo - w sensie dużo elementów fabularnych pojawia się tylko po to, by pokazać jakiś bajerancki rysunek. Dla mnie zagrało. Bo spodziewałem się zwariowanego, niekoniecznie sensownego, akcyjniaka z poczuciem przygody. Z całym bagażem tej konwencji do potęgi. Ale mam wrażenie, że jestem jednym z nielicznych fascynatów multiwersalnych historii. I akurat siedzę teraz w Authority, posoce, wibracjach, Multiversity, itp. Dla mnie te tytuły cudownie się komplementują.
Co do polskiej edycji Batman Metal, parę razy zirytowałem się na jakieś głupoty tłumaczenia, typu ktoś zwraca się do bohaterki jak do mężczyzny, czy niekonsekwentne tłumaczenie ksywy bohatera (raz po angielsku, raz po polsku). Ale ogólnie nie przekroczyła mojej granicy tolerancji. A może ja po prostu tak kocham te metalizowane okładki i szukam pretekstu by nie wymieniać tego na biedniejsze amerykańskie trejdy? Może być i tak. Poczytamy, zobaczymy. Bo przede mną jeszcze sporo po-metalowych komiksów czekających w kolejce.