DCeased Dead Planet - przeczytałem (w cyfrowych zeszytach) po pierwszych dwóch tomach, które są wydane po polsku. Jakoś niechcący pominąłem dość spore objętościowo Hope at World's End, ale mimo to nie czułem jakichś braków. Wszystkie nawiązania, jakie wyłapałem dotyczyły dwóch pierwszych tomów serii.
Dead Planet zaskoczyło mnie pozytywnie - nadal jest to dla mnie jednorazowa lektura, lekka niezobowiązująca rozrywka, bez napinki. Tylko, że ta część jest, wg mnie, dużo zgrabniej napisana, śmierci postaci są bardziej "zasłużone" (w sensie satysfakcji z fabuły), epatowanie przemocą ma większy sens i przede wszystkim dialogi są dużo przyjemniejsze i pozwalają poznać niektórych bohaterów od strony, której próżno szukać w innych komiksach. Nawet czasami za cenę przełamania pewnych stałych cech charakteru, co w sumie postaci same zauważają i stwierdzają "you've changed..." 😃 Damian to tutaj jest po prostu perełką. Prostolinijność i swoboda z jaką dialogi są pisane to miła odmiana. Jedynie brakowało mi chwili refleksji nad uśmierconymi w trakcie serii postaciami, ale może to i lepiej, bo można byłoby przesadzić w drugą stronę i powstałoby jakieś niezgrabne epitafium...
Oczywiście sama fabuła to kolejne punkty do odhaczenia, byleby spiąć całą absurdalną historię w całość, ale już po pierwszym tomie, autor nie pozostawia wątpliwości, że to nie jest tytuł, który należy brać na serio i nazbyt analizować. Aczkolwiek to na pewno nie jest zakończenie serii, bo kilka wątków zostało ewidentnie wprowadzone i niezakończone po to, by mieć pretekst dla kontynuacji tego sprzedażowego sukcesu.
Rysunkowo - takie sobie rzemiosło, mam te same uwagi, co do pierwszego tomu (również tutaj rysuje Hairsine) - całość może bardziej by mi "osłodziła" większa dbałość o jakiś zombie-naturalizm.
Mimo pozytywnego zaskoczenia, że jednak seria ma coś jeszcze do pokazania i może prezentować wyższy poziom, to oceniając całość, szkoda mi miejsca na półkach, by trzymać ją w kolekcji. Ale co przeczytane, to moje.