sobota, 5 lutego 2022

#96 Blackest Night Black Lantern Corps


Book One:

Już powoli kończę swoją przygodę z Blackest Night. Przeczytałem pierwszy tom zbioru mini-serii ukazujących event z perspektywy pozostałych (poza green lanternami) bohaterów DC: Black Lantern Corps. Nie wiem jak to w omnibusie jest ułożone, ale cieszę się, że przeczytałem to PO głównym evencie. Lektura lekka, nawet przyjemna, takie trochę guilty pleasure z fan-serwisem, ale niestety fabularnie to jest ten sam powielany schemat: mała ekspozycja, wspomnienie zmarłych, reanimacja za pomocą czarnego pierścienia, guilt-trip ze strony wskrzeszonych bliskich (powtórne: "to nie jest prawdziwy X, to pierścień pełni kontrolę"), feria kolorów związana z emocjonalnym spektrum, pokonanie przeciwnika lub odroczenie tego w czasie. Czytanie tego jednocześne z głównym eventem, który i tak jest bardzo rozbudowany, niepotrzebnie rozwlekłoby całą historię. Batman Tomasiego zawiera najwięcej głupotek trykociarskich, ale też jest najbardziej treściwą serią i sporo tam smaczków dla fanów. Superman na początku zdziwił mnie kameralną atmosferą, ale w końcu doceniłem klimat horrorowo-slasherowy i motyw opuszczonego miasteczka. Rysunkowo wszystko jak należy. Dużo szczegółowych fajerwerków, dobra rzemieślnicza robota, ale nic specjalnego dla większych artystycznych wrażliwców.




Book Two:

Black Lantern Corps Book Two - kolejny zbiór mini-serii związanych z głównym eventem Blackest Night. Mamy tu historie o trudach z umarlakami JSA, Flasha i Rogues oraz Teen Titans i Dove/Hawk. We Flashu bardzo dużo się dzieje, ale niestety, ze względu na to że niewiele wiem na temat postaci, które tam występują, ładunek emocjonalny nie jest na takim poziomie, na jaki można byłoby liczyć. A potencjał widać w historii - jak poczytam run Johnsa, na pewno lepiej ją odbiorę. Scott Kolins zaskoczył mnie, nie miałem wcześniej do czynienia organoleptycznie z jego rysunkami - podoba mi się szczególnie ze względu na nietypowo stawianą kreskę - bardzo pewnie i z regularną grubością. Trochę gubiłem się jednak z akcją, brakowało mi bardziej płynnych przejść. JSA akurat przedstawia Czarnych Latarników postaci, o których śmierci już wcześniej czytałem - mimo to jednak, historia wypada słabiej. Ale bez bólu przyswoiłem i ładnie to wygląda. Zeszyty Teen Titans utwierdziły mnie, że ta drużyna ma jedne z najbardziej pojeb***ch losów. Mocny shit. No i ja Benesa po prostu uwielbiam. Dobre uzupełnienie Blackest Night, w odróżnieniu od pierwszego tomu, myślę że bardziej istotne w szerszym kontekście, bo wątki stąd pojawiają się w dalszej historii - przy czym nie są obowiązkowe, bo dostajemy potem bryk.